Autyzm i dorosłość — świat widziany inaczej

Opublikowano w 28 grudnia 2025 19:33

Najlepiej udokumentowane zjawiska bywają często najbardziej niedostrzegane - jak na ironię, właśnie dlatego tak łatwo je przeoczyć.

Autyzm należy dziś do najlepiej opisanych neuroróżnorodności rozwojowych.
Przez ostatnie dekady powstała imponująca liczba badań, programów terapeutycznych i systemów wsparcia skoncentrowanych na dzieciach w spektrum autyzmu. Wczesna diagnostyka, interwencje, zespoły specjalistów — wszystko to stało się standardem. Dorosłość przynosi jednak zmianę perspektywy. Spektrum autyzmu nagle przestaje być postrzegane jako zjawisko wymagające strukturalnego wsparcia, a zostaje sprowadzone do indywidualnej cechy jednostki, z którą „trzeba sobie poradzić”.


Autyzm tymczasem nie wygasa. Nie ulega też naturalnemu osłabieniu wraz z wiekiem. Zmienia się raczej sposób, w jaki objawy są przeżywane i regulowane. U wielu dorosłych dochodzi do nasilenia trudności, zwłaszcza w obszarze kontaktów społecznych, reakcji na nieprzewidywalność oraz tolerancji bodźców. Fobia społeczna, silna reakcja na nagłe zmiany planów, narastające zmęczenie poznawcze czy przeciążenie sensoryczne potrafią z wiekiem stać się bardziej dotkliwe, nawet jeśli z zewnątrz są mniej zauważalne.
Dorosłość stawia bowiem inne wymagania niż dzieciństwo. Oczekuje się jednoczesnego pełnienia wielu ról, samodzielnego zarządzania czasem, relacjami i obowiązkami.

Dla osoby autystycznej oznacza to ciągłą konieczność kontrolowania środowiska, które rzadko bywa przewidywalne.

Każda nieoczekiwana zmiana, każde niedoprecyzowane oczekiwanie uruchamia dodatkowy wysiłek adaptacyjny. Z czasem wysiłek ten zaczyna dominować nad wszystkim innym.

Paradoks polega na tym, że im trudniej, tym mniej to widać. Wielu dorosłych w spektrum przez lata nauczyło się funkcjonować w sposób, który spełnia społeczne standardy. Maskowanie objawów staje się codzienną praktyką: kontrola gestów, mimiki, tonu głosu, świadome konstruowanie wypowiedzi, powstrzymywanie reakcji sensorycznych. Z czasem ukrywane są nie tylko zachowania, ale i stany wewnętrzne — zagubienie, napięcie, dezorientacja, poznawcze przeforsowanie.
Na zewnątrz wszystko wygląda poprawnie. Praca bywa wykonywana sumiennie, relacje utrzymywane, obowiązki realizowane. Wewnątrz narasta jednak koszt tego funkcjonowania. Stałe dostosowywanie się do oczekiwań otoczenia odbywa się kosztem własnych zasobów. Dyskomfort nie znika, lecz zostaje przesunięty poza zasięg cudzej uwagi. Rezultat? Im lepiej ktoś radzi sobie z ukrywaniem objawów, tym mniej wsparcia otrzymuje.


W ten sposób osoba autystyczna zaczyna poruszać się w zamkniętym obiegu. Autystyczny sposób przetwarzania informacji wywołuje napięcie, które jest maskowane, a to prowadzi do dalszego przeciążenia. W konsekwencji dochodzi do nasilenia  pierwotnych trudności. "Radzenie sobie" staje się coraz bardziej kosztowne, choć jednocześnie coraz bardziej aprobowane przez otoczenie.
Wieloletnie trwanie w takim trybie może prowadzić do autystycznego burnout, czyli stanu głębokiego wyczerpania, w którym dotychczas wyuczone stereotypy zachowania zawodzą. Pojawia się gwałtowny spadek tolerancji bodźców, trudności w komunikacji, utrata energii do wykonywania nawet prostych czynności. Regeneracja przestaje przynosić ulgę, a poczucie dezorganizacji narasta. Co istotne, burnout często dotyka osoby postrzegane jako „dobrze przystosowane”.


Szczególnie dotkliwy jest tu społeczny paradoks oczekiwań. W okresie dzieciństwa sztywność granic bywa akceptowana i chroniona przez rodziców i opiekunów. W dorosłości ochrona ta nagle znika. Oczekuje się elastyczności, dostępności i ciągłej gotowości do dostosowania się. To, co wcześniej było uznawane za cechę neurorozwojową, zaczyna być oceniane jako brak dobrej woli lub niewystarczające starania.
Tymczasem pełne podporządkowanie się normom świata nieautystycznego nie jest dla wielu osób w spektrum stanem możliwym do utrzymania, ponieważ koszt takiego stylu życia przekracza dostępne im zasoby energii i możliwości. Załamanie staje się wówczas przewidywalnym skutkiem długotrwałego przeciążenia.


Być może więc pytanie, które warto sobie zadać, nie dotyczy tego, jak skutecznie osoba autystyczna potrafi się dostosować, lecz jak wiele wysiłku wymaga od niej to dostosowanie. W przypadku dorosłych w spektrum autyzmu milczenie łatwo jednak pomylić milczenie z komfortem pszchicznym, choć jest ono wynikiem perfekcyjnie wyuczonego ukrywania własnych potrzeb.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.