Zagadka spod śniegu

Opublikowano w 11 stycznia 2026 11:56

 

Akurat wróciliśmy z przerwy  i miała zacząć się matematyka, ale na szczęście do tego nie doszło. Pani podała tajemnicze ogłoszenie:

— Uwaga dzieci! Dzisiaj odbędzie się Operacja Podsniegowa! Kto odkryje, co pachnie pod śniegiem, otrzyma na stołówce zapas pizzy na 7 dni.

Wszyscy zamarli (łącznie z tymi, którzy udawali, że im nie zależy na pizzy. Gdy już staliśmy na szkolnym boisku, a klasa była pochłonięta poszukiwaniem, co w śniegu piszczy, ogarnęło mnie dziwne uczucie. — Czuję pod śniegiem zapach jakiegoś zimującego zwierzątka.- zawołałem.

Wszyscy zaczęli zgadywać:

— Kret!

— Mysz!

— Kanapka z jesieni!

Wtedy ja odparłem całkiem poważnie:

 Może to chomik, a może gronostaj.

Niektórzy nawet nie wiedzieli, że takie zwierzątko jak gronostaj  w ogóle istnieje, więc patrzyli na mnie, jakbym cytował z encyklopedii. Żeby nie stracić odwagi, zawołałem:
 Zaraz tam zanurkuję!

I zanurkowałem — prosto w zaspę przy szkolnym płocie. Z zaspy wyskoczył on. Cały biały, drżący i wyglądający jak… miniaturowa tchórzofretka w białym płaszczyku.
 On wygląda w śniegu tak śmiesznie! — wyrwało mi się, choć starałem się być poważnym badaczem.

Wtedy nagle Sandy wpadła jak huragan.
 Teraz go zaskoczę! — zawołałą podekscytowana i obrzuciła mnie gradem śniegowych kul.

Gronostaj (bo już wtedy wiedzieliśmy, że to on) nie spodziewając się tego śniegowego szturmu, wolał udać się w bezpieczniejsze miejsce. Uciekł bezszelestnie w kierunku zarośli, zostawiając mi na pamiątkę maleńkie ślady łapek w śniegu.

 O nie! Sandy!  Jesteś niemożliwa! Właśnie Straciłem gronostaja i tygodniowy zapas pizzy! — jęknąłem otrzepując się ze śniegu.

— Operacja trwa dalej. Nie poddawaj się. — odparła Sandy z uśmiechem.

I od tego dnia w naszej klasie nikt już nie wątpi w to, że gronostaje istnieją.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.