Autyzm i agresja: sześć rzeczy, których nikt nie tłumaczy, a wyjaśniają wszystko

Opublikowano w 20 stycznia 2026 12:11

Zdarza się, że komunikacja przybiera zupełnie inny wymiar, niż się spodziewamy. Nierzadko mówi się wtedy o agresji w autyzmie.

Zagłębiając się w ten temat warto zacząć od najprostszej obserwacji: większość osób autystycznych nie jest agresywna i nie szuka konfrontacji. Ich komunikacja jest z natury bezpośrednia, pozbawiona taktyki i ukrytych zamiarów. Jeśli mówią, to po to, by coś przekazać. Nie zakładają konfliktu w punkcie wyjścia i o wiele częściej próbują dopasować się do sytuacji niż ją wygrać. Ironia polega na tym, że właśnie to dążenie do dopasowania — szczególnie w świecie zdominowanym przez komunikację wielowarstwową, emocjonalną i pełną niedopowiedzeń — generuje liczne nieporozumienia.

Skąd więc bierze się domniemana agresja u autystów?

Powodem często bywa przeciążenie komunikacyjne. Osoba autystyczna może czuć, rozumieć i doświadczać, ale niekoniecznie umie to szybko nazwać. Emocje narastają, nie są tłumaczone na język słów, nie mają kanału ujścia — i w pewnym momencie jego organizm wybiera najprostszy sposób ekspresji, jaki ma do dyspozycji: krzyk, płacz, uderzenie.

Nie chodzi tu o intencję wyrządzenia szkody, lecz o próbę przerwania stanu przeciążenia.

W świecie neurotypowym wiele rzeczy załatwia się językiem. W autystycznym nie zawsze jest to możliwe.

Drugim źródłem agresji jest sfera emocjonalna, w której wiele osób autystycznych porusza się bez odpowiednich narzędzi. Emocje są jak niewidoczne urządzenia działające w tle — skomplikowane, nieregularne, trudne do przewidzenia. Jeśli ktoś próbuje nawiązać rozmowę o tym, „co czujesz”, to może trafić w wyjątkowo wrażliwy punkt. Ubranie odpowiedzi w spokojne słowa może się więc po prostu nie udać. Reakcją może być płacz, opryskliwość lub nagłe odcięcie się od kontaktu lub po prostu ucieczka, która bywa niedocenianą, subtelną formą agresji w obronie własnego układu nerwowego, który próbuje zachować integralność.

Trzecim obszarem jest przeciążenie sensoryczne. To, co w środowisku neurotypowym stanowi tło życia codziennego, w autystycznym mózgu może działać jak "tsunami bodźców". Światło jarzeniówki, ludzie w ruchu, rozmowy w tle, echo korytarza, zapach jedzenia, sygnał telefonu — to zaledwie początek listy bodźców, które działają jednocześnie. W takiej konstelacji impulsw z otoczenia nawet z pozoru neutralne zdanie w tzpie: „Znowu zapomniałeś…” może wywołać gwałtowną reakcję, bo pojawia się w momencie, w którym mózg jest już na granicy możliwości przetwarzania.

Czwartym mechanizmem jest animizacja komunikacji. Wiele osób autystycznych sięga po formy komunikacji, które bliższe są zachowaniom zwierzęcym niż językowi. Dzieje się tak, ponieważ te formy są proste, jednoznaczne i nie wymagają interpretacji. Miauczenie, podskakiwanie lub „skrzydełkowanie” przekazują stany emocjonalne znacznie szybciej niż zdania opisowe. W momentach dyskomfortu może się też pojawić (także u dorosłych) warczenie, szczekanie a nawet gryzienie . To komunikacja pozbawiona dwuznaczności. Nie ma w niej ironii, strategii ani manipulacji. Jest czysta informacja o stanie wewnętrznym organizmu.

Piątym źródłem agresji może się stać przeforsowanie codziennym „byciem normalnym”. Społeczeństwo oczekuje, że osoba autystyczna będzie zachowywać się tak, jak przewiduje norma społeczna: nie machać rękami, nie wiercić się, patrzeć w oczy, odpowiadać szybko, odbierać żarty, rozumieć ironię, nie zadawać pytań nieprzewidzianych normami i nie mówić prawdy zbyt dosłownie. To kosztowna maska, która wymaga ogromnego nakładu energii i koncentracji. Jeśli przez wiele godzin w szkole lub pracy trzeba być kimś innym, nadejdzie moment, w którym mózg odmówi współpracy. Agresja jest wtedy formą rozładowania napięcia.

Kolejnym mechanizmem jest brak struktury. Szczególnie autystyczne dzieci źle znoszą chaos, ponieważ nie posiadają jeszcze narzędzi do samodzielnego "porządkowania świata". Rozrzucone zabawki, telewizor w tle, dzwoniący telefon i pies przechadzający się wśród tego wszystkiego... Na dodatek brak informacji o tym, co się wydarzy za chwilę — to nie jest zwykły bałagan, tylko środowisko, w którym mózg małego autysty nie ma punktów odniesienia. Gdy do tego dochodzi jeszcze nieoczekiwana zmiana sztywno ustalonego planu, reakcja może być gwałtowna. Rzucanie zabawkami lub krzyk jest wtedy komunikatem: „Ten świat jest zbyt chaotyczny, potrzebuję porządku”.

Z tego doświadczenia płynie ważny wniosek: agresja w autyzmie bardzo rzadko ma charakter relacyjny, a bardzo często jest reakcją regulacyjną. Jeśli autystom daje się strukturę dnia, możliwość wyciszenia, prawo do samotności, przewidywalność, schematy, czas na regenerację sensoryczną i komunikację bez nieznaczności emocjonalnych — liczba epizodów może znacząco spaść. 

Można się więc zastanowić, czy to w ogóle jest agresja. Nie ma tu strategii, złośliwości ani chęci wyrządzenia szkody. Jest natomiast próba samoochrony oraz rozładowanie napięcia, które narastało długo przed wybuchem, tylko nikt go nie widział.

Otoczenie ma w takiej sytuacji większą rolę, niż się zakłada. Kiedy wprowadza się choć trochę przewidywalności, szczyptę struktury i prawo do odpoczynku od bodźców, wybuch zdarza się rzadziej, bo zwyczajnie nie ma z czego powstać.

Dodaj komentarz

Komentarze

Ewa Bednarczyk
15 godzin temu

Świetny artykuł